Wybierz kolor  
 Tło:    Tekst:  

8. W MARZENIACH

– Był pan tam? – zapytał Harry drżącym głosem. W rzeczywistości nie chciał słyszeć, ani zrozumieć odpowiedzi. Nie chciał obwiniać Snape’a; nie chciał wiedzieć, że był on jednym z ludzi odpowiedzialnych za jego okropne dzieciństwo. Jednym z morderców jego dziadków.

– Tak, byłem tam, ale spóźniłem się. Spóźniłem się…

– Spóźnił się pan na co? – Pragnienie Harry’ego, by dowiedzieć się czegoś o swojej rodzinie było silniejsze, niż strach przed odpowiedzią Snape’a.

– Odbyło się spotkanie Śmierciożerców tutaj, w Koszmarnym Dworze, i Voldemort rozkazał mi zrobić jakieś eliksiry. – Snape westchnął. – Tak, z pewnością były to eliksiry do tortur lub trucizny – nie pamiętam. Wysłano mnie do mojego laboratorium. Po rozpoczęciu pracy, miałem jednak trochę wolnego czasu i chciałem porozmawiać z Lucjuszem.

– Z ojcem Dracona, tak?

– Tak. – Snape próbował uporządkować myśli. – W tym czasie pracowałem już dla Dumbledore’a.

– To było po śmierci Quietusa?

– Jeden czy dwa miesiące później, nie znam dokładnej daty.

Kiedy Snape nadal milczał, Harry zadał kolejne pytanie.

– Nie bał się pan?

– Pytasz czy bałem się Voldemorta?

Kiedy Harry przytaknął, Snape odpowiedział:

– Nie. Już się nie bałem. Moje życie stało się bezcelowe. Anna zostawiła mnie, gdy zobaczyła Mroczny Znak na moim przedramieniu. Quietus zginął z winy moich rodziców. Chciałem tylko pomścić jego śmierć najlepiej jak się da i umrzeć. Nic więcej.

– To musiało być straszne… – w głosie Harry’ego brzmiało współczucie.

– To było… – zaczął Snape, lecz Harry mu przerwał.

– Czułem się tak samo kilka dni temu… Wszystko wydawało się bezsensowne. A zwłaszcza przetrwanie.

Snape pamiętał to dziwne oddalenie chłopca, oddalenie i swoją własną panikę, kiedy to zobaczył. Czy był tak przerażony dlatego, że kiedyś czuł to samo?

Nie potrafił odpowiedzieć na swoje własne pytanie, więc zdecydował się kontynuować opowieść.

– Tak więc, szukałem Lucjusza i przez przypadek podsłuchałem rozmowę między Voldemortem i trojgiem nowych Śmierciożerców. Dostali zadanie, test lojalności. Mieli wybić całą rodzinę Evansów. Przestraszyłem się. Nie miałem czasu, by powiadomić Dumbledore’a. Oni właśnie mieli iść. Poszedłem do swojego laboratorium i pogasiłem wszystkie ognie pod kotłami. Byłoby zbyt podejrzane, gdybym zostawił migoczące kotły. Wiesz, nie mogłem wrócić bez wezwania. Sprzątnięcie wszystkiego zabrało mi trochę czasu, potem wyszedłem. Kiedy dotarłem do domu Evansów, tamta trójka zabiła już twoich dziadków. Twoja matka walczyła na pierwszym piętrze, ale oni byli silniejsi. Przegrywała bitwę i została poważnie ranna. Wtedy… – Twarz Snape’a spochmurniała, bardziej niż Harry kiedykolwiek widział. – Zabiłem ich. Całą trójkę.

Profesor zadrżał i zamknął oczy. Harry widział żyłę pulsującą na jego skroni.

– Profesorze – powiedział cicho. – Nie powinien pan obwiniać się za to…

– Zabiłem ich. Trójkę dzieciaków… głupich, oszukanych dzieciaków…

– Nie mógł pan zrobić nic innego…

– Mogłem. Mogłem ich ogłuszyć.

– Ale to byli mordercy.

– Ja również.

– Starał się pan ocalić ciężko ranną dziewczynę. Nie miał pan czasu na zastanowienie. Możliwe, że nie ocenił pan sytuacji właściwie. Ale pana zamiarem była obrona kogoś, nie zabójstwo. I sam pan powiedział, profesorze, że kluczowym słowem jest zamiar.

– Jesteś niebezpieczny, panie Potter – westchnął Snape z lekką ulgą. – Zawsze zwracasz moje słowa przeciwko mnie.

– To pokazuje, że pana słowa są mądre i prawdziwe. Z drugiej strony to pokazuje, że nie ufa pan sobie. Muszę panu je powtarzać znowu i znowu.

– Harry, słuchaj. To nie takie proste wybaczyć sobie…

– Wiem. Starałem się panu to samo powiedzieć, ale pan zaczął tę przemowę o zamiarach..

– Potter, jesteś… – Snape podniósł brwi w udawanej frustracji.

– Impertynenckim głupkiem. Nową Znakomitością Hogwartu. Niezmiernie aroganckim zdobywcą pucharu Quidditcha. Albo małym paskudnym chłopakiem, który uważa, że jest ponad zasadami… – dokończył Harry.

– To są znowu MOJE słowa…

– Och, myślałem, że pan nie pamięta…

– DOSKONALE je pamiętam, Potter! Ale…

– Rozumiem…

– ZAMKNIJ SIĘ! Chciałem powiedzieć: Doskonale je pamiętam, ale one są dowodem mojej własnej omylności.

– Omylności? Nie. Z całą pewnością nie. One są dowodem pana krystalicznie czystej wiedzy i mądrości.

Patrzyli na siebie przez długie minuty w całkowitej ciszy. Potem razem nagle wybuchli śmiechem, a Snape potargał włosy Harry’ego.

– Harry – uśmiechnął się szeroko. – Jestem szczęśliwy, że cię poznałem.

Harry uśmiechnął się złośliwie.

– Witam w prawdziwym świecie – powiedział i zadrżał. Potem zaniósł się suchym, bolesnym kaszlem. Snape zaniepokoił się.

– Harry…?

– To nic takie… – nie mógł dokończyć. Silniejszy atak kaszlu przerwał jego słowa. Był bardzo nagły, ale trwał tylko przez kilka sekund. – Myślę, że się trochę przeziębiłem.

– Jak się czujesz? – spytał zmartwiony Snape.

– Ach… Cudowne pytanie. Oczywiście czuję się wspaniale. Chociaż zjadłbym coś ciepłego – albo przynajmniej kilka kęsów czegoś zimnego… wypiłbym kubek gorącej czekolady i poszedł do PRAWDZIWEGO łóżka i przespał kilka dni… Innymi słowy czuję się dobrze. Prawie.

Oczy Snape’a błysnęły podejrzliwie.

– Naprawdę? Potter…

– Prawie, profesorze. – Harry westchnął głęboko. – Czy możemy kontynuować naszą pogawędkę?

Rozbawiony Snape potrząsnął głową.

– O czym chcesz usłyszeć?

– Mówił pan, że ocalił moją mamę.

– Tak.

Nie chciał mówić o TAMTYCH zdarzeniach. Ale Harry miał prawo wiedzieć. Tym razem walczył z pojawiającym się obrazem trzech zabitych Śmierciożer… głupich dzieciaków. Oni byli tacy młodzi… mieli nie więcej niż osiemnaście lat… – Tak, uratowałem twoją matkę. Zabrałem ją z domu i dałem jej jakieś lecznicze eliksiry. Nie zabrałem jej do Hogwartu, bo wiedziałem, że byłoby to bardzo podejrzane i miałem przeczucie, że ktoś z nauczycieli szpieguje dla Voldemorta. Nie chciałem rezygnować z mojej roli szpiega.

Ten wieczór był pełen niezwykłych zdarzeń… słowa Lily… Snape zastanawiał się, jak opowiedzieć Harry’emu tę historię. Wreszcie zdecydował się streścić ją najbardziej jak tylko można.

– Kiedy twoja matka odzyskała przytomność, pomyliła mnie z Quietusem. Nazwała mnie tym imieniem… to zabolało tak bardzo, że prawie ją uderzyłem. Potem jej siostra przyjechała ze swoim chłopakiem, może z kina? Nie wiem… Zostawiłem Lily z nimi i aportowałem się z powrotem do Hogwartu.

– Czy pana brat był do pana podobny? – zapytał ciekawie Harry.

Snape przytaknął.

– Dosyć. Kiedy byliśmy dziećmi, wyglądaliśmy jak bliźnięta, chociaż ja byłem starszy od niego. On był dwa lata młodszy. Kiedy przyszedł do Hogwartu, podobieństwo nie było już takie wielkie. Miał krótkie włosy i był przeraźliwie chudy. I… – Uśmiechnął się przypominając sobie twarz brata. – Był taki… spokojny. Zrównoważony. Cichy i miły. Te cechy było widać na jego twarzy.

– A pan zawsze był szyderczy i niezadowolony… – Iskierki zalśniły w oczach Harry’ego.

– Em… um… masz rację – Snape wyglądał na zakłopotanego. – Myślałem, że to było… męskie zachowanie… nienawidziłem być dziecinny… więc…

– Więc to nie było takie dziwne, że mama pomyliła pana z nim. I może nie wiedziała, że zmienił pan strony…

– Nie wiedziała również, że byłem Śmierciożercą… Nikt nie wiedział. Z wyjątkiem Anny, ale jestem pewien, że nikomu nie powiedziała.

– Myślę, że ma pan rację… Nie powiedziała nawet Syriuszowi. Nie wiedział o tym, dopóki nie pokazał pan swojego znaku Fudge’owi w skrzydle szpitalnym po Turnieju Trójmagicznym…

– On… on nie wiedział? – Twarz Snape’a zbielała. – Nie powiedziała mu… a ja… ja nigdy jej nie wierzyłem… – Wydawał się zagubiony w swoich myślach, póki z zadumy nie wyrwał go odgłos kaszlu. Harry znowu trząsł się i kasłał.

– Zimno ci? – zapytał Snape, zatroskany.

– Trochę… – Harry przytulił się do Snape’a. Drżał lekko. Profesor wyczuł, że ciało chłopca było cieplejsze niż normalnie.

– Ty… ty ma gorączkę, Harry.

– Och… – uśmiechnął się Harry. – Więc to dlatego czuję się tak słabo…

– Jak dokładnie się czujesz?

– Trochę kręci mi się w głowie i jestem słaby. Skóra mnie piecze, ale piekła od kiedy…. od dnia z Averym, więc to może co innego.

Znowu kaszlnął. Snape przełknął ślinę. To wyglądało źle. Ale nie mógł nic zrobić.

– Nie wiem, co robić – wyszeptał.

– Niech więc pan dalej opowiada – odpowiedział Harry. – Czy Dumbledore ufał panu od dnia, w którym wrócił pan na Jasną Stronę?

– Ja nie wróciłem, Harry. Ja tylko przeszedłem. I odpowiadając na twoje pytanie… nie. Myślę, że nie ufał mi póki… – Czy mógł opowiedzieć to dziecku? To znowu było takie trudne do wyznania… – Aż do tego stycznia czy lutego… Nie pamiętam dokładnie. Było pewne niewielkie starcie z Moodym i on oskarżył mnie o to, że nadal jestem Śmierciożercą…

Harry widział czystą nienawiść na twarzy profesora.

– Nie lubi pan Moody’ego – rzekł po prostu.

– To jest mało powiedziane, panie Potte.r – Snape uśmiechał się jak szaleniec. – Nienawidzę go. Nienawidzę go prawie tak samo jak Największego Bydlaka.

– Ale… dlaczego? – Harry starał się mówić spokojnie, ale był bardzo zdenerwowany. Najwidoczniej zastanawianie się nad wiarygodnością Snape’a nie było dobrym pomysłem…

– Moody przesłuchiwał mnie w ministerstwie. Razem z Frankiem Longbottomem. – Harry nawet nie miał odwagi nawet drgnąć. – Ich przesłuchania były takie jak Voldemorta, albo nawet gorsze. Ledwo przetrwałem…

– Więc to dlatego wiedział o pana przeszłości jako Śmierciożercy!

Snape rzucił na niego złowrogie spojrzenie.

– Skąd o tym wiesz? – zapytał groźnie.

– Ja… pamięta pan tę noc, kiedy usłyszał pan hałas i zorientował się, że ktoś przeszukiwał pana gabinet? I spotkał pan Moody’ego na schodach?

Snape gwałtownie skrzyżował ręce na piersi.

– Więc ty zapewne tam byłeś, jak podejrzewałem.

Harry zaczerwienił się.

– Cóż… byłem – przestraszył się nieco, lecz Snape uśmiechnął się po chwili.

– Wiedziałem. I właśnie po tym spotkaniu poszedłem do Dumbledore’a i poprosiłem go, by mnie przesłuchał pod działaniem Veritaserum. Ja… Ja chciałem, aby poznał prawdę o swoim starym przyjacielu. Wiesz, kiedy dowiedziałem się, że Moody będzie nowym nauczycielem OPCM, prosiłem Albusa, by go nie zapraszał.

– Nie wiedział o pańskich torturach w ministerstwie?

– Wiedział. Ale mi nie wierzył. Powiedziałem mu wszystko, gdy zostałem uwolniony z Azkabanu.

– BYŁ PAN W AZKABANIE? – wykrzyknął zaszokowany Harry.

– Przez ponad sześć miesięcy – powiedział Snape cicho. – Ale mówiłem o Moodym i Dumbledorze. Dyrektor nie wierzył mi. W końcu zmusiłem go, by dał mi ten cholerny eliksir i przepytał dokładnie. O wszystko. O moją lojalność. Moje czyny. I tortury Moody’ego. Zrobił to. Ale nadal mi nie ufał. Wysłał pozostałości eliksiru innemu Mistrzowi Eliksirów do sprawdzenia. Dopiero wtedy uwierzył w moją historię o Moodym. Och, przy okazji… Tamtej nocy to nie Moody wiedział o mojej przeszłości, tylko Crouch. Chociaż jestem pewien, że wiedział o tym od Moody’ego. Nigdy się nie spotkaliśmy na żadnym wezwaniu. Nie wiedziałem, że był Śmierciożercą. Jak Pettigrew. Tożsamości wielu swoich sług Voldemort ukrywał przed nami.

– Nie sądzę – zmęczony Harry wzruszył ramionami.

– Co…? – Snape’a zamurowało. Ten komentarz nie pasował do ich rozmowy.

– Nie sądzę, aby Dumbledore nie wierzył panu przed ostatnim rokiem.

– Ale to prawda.

– Nie, z całą pewnością myli się pan – oświadczył poważnie Harry. – Może nie chciał uwierzyć w pana historię o swoim przyjacielu. Tak, to musiało być bardzo trudne uwierzyć, że jego przyjaciel był bydlakiem. I… – ciągnął dalej, nie dając Snape’owi szansy na przerwanie. – …był pan głową Slytherinu przez lata. Pozwolił pracować panu z dziećmi. Wierzył panu. Ufał panu. Po prostu nie chciał się zawieść na swoim przyjacielu.

Snape westchnął i objął Harry’ego.

– Jesteś taki…

Przerwał mu ostry kaszel chłopca.

– … taki śpiący – ziewnął cicho Harry, kiedy atak minął. – Myślę, że się zdrzemnę…

Zwinął się w kłębek przy profesorze.

– Bardzo proszę, Harry.

Nie zauważył, kiedy sam również zasnął.

–––––
Głośny kaszel obudził Snape’a. Jego pierwszą myślą było, że to Śmierciożercy przyszli zabrać ich do komnaty tortur, ale potem zorientował się, że to Harry kasła obok, w niespokojnym śnie. To był suchy, ostry kaszel, który wstrząsał całym ciałem chłopca. Snape dotknął ręką czoła Harry’ego i przestraszył się. Harry był rozpalony jak piec i najwyraźniej bardzo go bolało.

Pomimo własnej słabości usiadł, jego serce przyśpieszyło, kiedy spojrzał na chłopca z rozpaczą. Nie był przygotowany na taką sytuację, chociaż właściwie nie powinna być niespodzianką. Nie jedli od ponad tygodnia, torturowano ich, stracili dużo krwi, byli zamknięci w wilgotnej i zimnej celi bez odpowiednich ubrań. To i tak był cud, że chłopak nie rozchorował się wcześniej. Ale teraz… co mógł zrobić? Bez eliksirów, różdżki… był zupełnie bezradny.

Nagle wpadł na pomysł. Wziął kilka pasków z byłej podkoszulki Harry’ego, zmoczył je i owinął dookoła nadgarstków, łokci Harry’ego, a ostatni położył na czole chłopca. Musiał powstrzymać chęć przytulenia Harry’ego… Nie. Dzieciak nie potrzebował więcej ciepła, musiał zwalczyć swoje własne. Od czasu do czasu Snape zmieniał ciepłe szmatki na zimne, ale gorączka nie chciała spaść.

Po paru godzinach bezowocnych prób zdjął swój podkoszulek, zmoczył go i owinął dookoła drżącego ciała dziecka. Od razu nastąpiła reakcja: Harry krzyknął i usiadł, nadal półprzytomny.

Snape powtarzał tę procedurę znowu i znowu, aż w końcu przekonał się, że temperatura nieco spadła. Gorączka nie odeszła, ale Mistrz Eliksirów stwierdził, że jest znośna. Sen Harry’ego stał się cichszy i wolny od koszmarów. Ale fakt, że Harry nie zaczął się pocić, martwił Snape’a poważnie. Gorączka miała znowu wzrosnąć, był tego pewny.

Miał rację.

Po godzinie musiał powtórzyć cały proces od początku. I znowu. I znowu. W przerwach uważnie przyglądał się twarzy chłopca. To było takie dziwne.

Nie, nie twarz…. tylko sposób, w jaki on ją postrzegał. Oczywiście, były na niej pewne zmiany spowodowane mękami poprzednich dni, ale to nie miało znaczenia. Patrzył na tę kiedyś znienawidzoną twarz, oblicze Jamesa Pottera, fizjonomię Złotego Chłopca i teraz… to była po prostu twarz Harry’ego. Nie słynnego Harry’ego Pottera, syna jego wroga, wcale! Był tylko Harry – chłopiec, o którego się troszczył; chłopiec, który przetrwał; chłopiec, który znaczył teraz dla niego więcej niż ktokolwiek inny. Tak, KTOKOLWIEK. Nawet Quietus. I to było takie niezwykłe. Wręcz dziwaczne!

Od czasu do czasu robiło mu się przykro z powodu ostatnich czterech lat. Gdyby wiedział… Gdyby się postarał… Gdyby dał Harry’emu szansę… jedną małą szansę… nic więcej. Kilka ludzkich słów… ludzkich uczuć… Albus chciał kilka razy go przekonać. Powiedział, że będzie żałował swego zachowania względem Harry’ego. Cóż, dyrektor z pewnością nie miał na myśli tak poważnej sytuacji jak ta… Naprawdę…

Twarz bez dziecięcych okularów, za to z doświadczeniem wielu rodzajów bólu, wyglądała jednocześnie młodo i staro. Czasami zielone oczy otwierały się nagle i patrzyły niewidząco na sufit, potem zamykały się odcinając znów rozgorączkowany umysł od otoczenia…

Snape znowu zmienił mokry okład na piersi Harry’ego. Gorączka znowu gwałtownie rosła. To już był szósty raz. Przerwy pomiędzy spokojnymi okresami stawały się coraz krótsze. Ostatni nie był dłuższy niż dziesięć czy piętnaście minut. To było przerażające.

Więc utraci Harry’ego. Przynajmniej spełni się jego życzenie: umrze później. I będzie mógł być przy nim aż do śmierci.

Nie przerywał zmiany mokrych szmat na Harrym. Powtarzał ruchy automatycznie, starając się nie myśleć o zbliżającym się końcu.

Dlaczego wszystko działo się tak szybko? Kilka godzin temu wydawało się, że Harry tylko lekko się przeziębił. W ciągu dziesięciu (a może dłużej, Snape nie mógł tego stwierdzić dokładnie) zbliżył się do śmierci…

A on znowu był bezradny…

Kiedy Harry stawał się coraz cichszy, postanowił mówić do niego. Tak jakby mógł zawrócić go z jego dalekiej drogi… Ułożył głowę Harry’ego na swoich kolana i zaczął mówić.

Mówił o wszystkim… O swoim dzieciństwie, jego więzi z Quietusem, ich zabawach… o swoim pierwszym roku w Hogwarcie, o przegranych z powodu Jamesa meczach quidditcha, rywalizacji z Huncwotami… Potem o poważnych sprawach: jego pierwszym doświadczeniu z mroczną magią, jego nauczycielach OPCM i lekcjach pojedynków, eliksirach z Gryfonami, pierwszym spotkaniu z Anną Black, o reakcji jej brata… Dniu, w którym się dowiedział o śmierci Anny…

Ale nie zamierzał mówić o śmierci, kiedy była tak blisko, więc zmienił temat.

Mówił o przyszłości. O przyszłości, jaką miałby z Harrym, gdyby udało im się stąd wydostać… to było marzenie na głos, pełne jego nadziei, wiary… czasami wydawało się tak odległe jak niebo… to była przyszłość, która miała nigdy nie nadejść, marzenia na przekór wszystkim oczekiwaniom i doświadczeniom…

– …Mieszkam w moim rodzinnym domu. Nie możesz sobie tego wyobrazić: jest naprawdę ogromny, dwupiętrowy, z dwudziestoma pokojami… Tak naprawdę nie lubię tam mieszkać, jest po prostu za duży na jedną osobę… Tak, mieszkam tam sam. Cała moja rodzina umarła, moi rodzice zostali aresztowani przez ministerstwo, po tym jak pokonałeś Voldemorta czternaście lat temu i popełnili razem samobójstwo. Byłem w szoku, kiedy się o tym dowiedziałem: ten cholerny Frank Longbottom powiedział mi to trzy miesiące później, kiedy byłem w Azkabanie, aby zwiększyć moje męczarnie… Nie kochałem ich bardzo, ale bolało mnie to, że nie mogłem im zapewnić odpowiedniego pochówku… jestem pewien, że to rozumiesz. Wielu innych członków mojej rodziny zostało zabitych przez Aurorów, nawet ci niewinni, którzy nie chcieli uczestniczyć w tej wojnie. Zostali oskarżeni o wspieranie Voldemorta… Mam tylko żyjącego dalekiego kuzyna, Andrusa z Australii i ciotkę, która odeszła z rodziny Snape’ów. Andrus żyje tak jak ja, całkiem sam. Jego żona zostawiła go, zabrała dzieci i zmieniła im nazwiska. Tak więc zostało tylko dwóch żyjących Snape’ów w czarodziejskim świecie: Andrus i ja.

– Więc, będziesz miał nie tylko pokój, ale nawet całe piętro, jeśli zechcesz. Ale możemy tobie zrobić również mały apartament jeśli chcesz, z pokojem, sypialnią i laboratorium. Nie, nie myślę o laboratorium eliksirów, uspokój się… tylko zwykły pokój do pracy, do pisania esejów na lekcje eliksirów… albo ćwiczeń transfiguracji… Pokój do pracy z regałami i książkami… W porządku, będziesz mógł mieć te idiotyczne książki o grze w quidditcha ze sobą i nawet będę z tobą grał, chociaż jestem pewien, że bez problemu mnie pokonasz… Och, ale ja się zemszczę z pomocą nauki eliksirów… – Uśmiechnął się. – Będziesz musiał spędzić tyle samo czasu ze mną, robiąc najtrudniejsze eliksiry jakie znajdę w „Najsilniejszych Eliksirach”, ile na polu do quidditcha, zapewniam cię…

Nagle usłyszał słaby głos ze swoich kolan. Opuścił zamyślone oczy i zaskoczony zauważył uśmiech na twarzy chłopca.

– Harry! Ocknąłeś się! – wykrzyknął.

Harry tylko mrugnął w odpowiedzi.

– Nie do końca… – wyszeptał zamykając oczy. – Czy mogę prosić, żeby pan mówił dalej…? – jego głos osłabł.

Snape skinął głową.

– Oczywiście. – Jego serce było lekkie, poczuł, że znowu wraca mu nadzieja. – Będę cię uczył, aż będziesz najlepszy w eliksirach… i może w OPCM też… chociaż nie wiem kto będzie kolejną ofiarą Albusa na tę posadę… Może powinniśmy przełamać klątwę na to cholerne stanowisko i znowu dać tę pracę temu twojemu cholernemu wilkołakowi…

Chłopak znowu się uśmiechnął. Snape położył rękę na czole Harry’ego, ale nadal było gorące. Profesor westchnął głęboko.

– Czy wiesz, że Albus chciał, aby twój ojciec uczył tego idiotycznego przedmiotu? Ja oczywiście sprzeciwiłem się temu jako jeden z nauczycieli i muszę ci się przyznać, że to było całkowicie nieuczciwe. Ja dostałem swoją posadę dzięki pomocy Quietusa… Naprawdę… Przekonał Albusa, że będę najwłaściwszą osobą i kiedy dyrektor się wreszcie z nim zgodził, powiedział to mi. Wyobraź sobie! On wiedział, że byłem Śmierciożercą i Dumbledore też był tego świadomy… Po prostu nie mogę zrozumieć Albusa… ani Quietusa… Dlaczego to zrobili? – Zastanawiał się przez chwilę. – Więc sprzeciwiłem się, aby twój ojciec został nauczycielem OPCM. Ale… gdyby przyjął tę posadę może byłby w stanie ją utrzymać… Jestem pewien, że klątwa twojego dziadka pozwoliłaby jego synowi uczyć… Ale James umarł i myślę, że ty jesteś jedyną osobą, która może przyjąć tę przeklętą pracę bez negatywnych następstw.

Zobaczył, że Harry znowu stracił przytomność. Westchnął i wyciągnął rękę, by znowu zmoczyć okład, kiedy usłyszał otwieranie drzwi.

Nie! To nie mogła być prawda!

Czemu Voldemort nie mógł pozwolić umrzeć im w spokoju?

Och, GŁUPIE pytanie.

Snape poczuł parę rąk łapiących go za ramiona. Po chwili stał obok drzwi, opierając się o framugę. Nogi pod nim się trzęsły. Cholera. Był za słaby by cokolwiek zrobić, chociaż zostawiono go tam samego. Widział trzech Śmierciożerców zastanawiających się, co robić. Wreszcie jeden podniósł ciało chłopca, pozostali dwaj chwycili Snape’a i zaprowadzili go znowu do komnaty tortur.

Tortury…

To było tylko zwykłe bicie i kilka kopniaków… Dwaj Śmierciożercy nie przejmowali się również doprowadzeniem go do omdlenia. Był całkiem przytomny, kiedy zaprowadzili go znowu do celi.

Sam.

Harry’ego tam nie było.

Harry nie wrócił po godzinie.

Dwóch godzinach.

Trzech…

Snape liczył sekundy, minuty, godziny…

Nie. To nie mogła być prawda.

Harry powinien żyć!

Albo on… cóż. Może lepiej dla niego było umrzeć.

Ale… jeżeli Harry umarłby, Voldemort by mu o tym powiedział… Dla samej tortury… zwiększenia cierpienia…

Więc Harry nadal żył…

O nie… To miała być kolejna runda tortur. Separacja.

Cholera.

Cholerny Największy Bydlak.

Snape nagle poczuł się stary i zmęczony. Udręczony. I bez nadziei.

Nie, nie miał już nadziei. Zabrali Harry’ego. Oznaczało to, że będzie niecierpliwie czekać na najbliższe tortury, ponieważ zobaczy tam Harry’ego… Co za obrzydliwa gra… Gra ich uczuciami… Trudniejsza do zniesienia niż fizyczne cierpienia. Jak długo to jeszcze potrwa? Kiedy wreszcie umrą?

Jego myśli skupiły się na Harrym. Czy czuł się lepiej? Czy dali mu lecznicze eliksiry? Było ich wiele w jego magazynie, podpisanych i ułożonych w kolejności. Jak zniósł fakt, że zostali rozdzieleni?

–––––
Harry czuł się o wiele lepiej. Wolny od bólu i gorączki, nawet nie kaszlał. Był tylko śmiertelnie głodny. W rzeczywistości obudził go jego żołądek.

Otworzył oczy. Był w celi, ale z pewnością nie tej, którą dzielił ze Snape’em. Była mniejsza i znajdowała się w niej tylko jedna pochodnia.

Natychmiast zrozumiał. Zostali rozdzieleni.

Zamknął ponownie oczy. Nie. Nie chciał pogodzić się z nowym porządkiem. To miejsce było piekłem aż do teraz… dlaczego, jak mogło być jeszcze gorzej? Czy oni naprawdę na to zasługiwali? Czy były jakieś grzechy na tej ziemi, za które zasługiwało się na taką karę?

Czuł łzy na twarzy. Chciał Snape’a z powrotem. Pragnął jego pokrzepiającej obecności. Jego krótkich i czasami ostrych uwag. Tej postaci, która była dla niego jak rodzina…

Jak rodzina… albo lepiej rzec: jak ojciec. Tak. Chociaż Harry nie do końca wiedział, jak ojciec powinien zachowywać się w stosunku do swojego syna, albo co syn miałby czuć do swojego ojca, ale był pewien, że to było właśnie coś w tym rodzaju.

To byłoby wspaniałe… Snape nie miał rodziny. On też właściwie nie miał żadnej rodziny, Dursleyowie nią nie byli, nigdy się nie starali. Więc czemu nie?

Czy oddajesz się marzeniom, Potter? Prawie usłyszał głos Mistrza eliksirów. Tak. Zawsze oddawał się marzeniom, całe życie. Jeżeli chciał przetrwać, pozostać przy zdrowych zmysłach, musiał to robić. I wiele z tych marzeń związanych było z rodziną i rodzicami… albo z ofertą Syriusza. Syriusz w tych marzeniach był dla niego nie tylko ojcem chrzestnym. Był raczej jak prawdziwy ojciec i wielokrotnie Harry wyobrażał sobie, jak Syriusz pyta czy może go adoptować…

Teraz głównym obiektem jego marzeń był Snape… i kiedy Harry zaczął sobie wyobrażać ich wspólne życie, zorientował się co Snape zrobił kilka godzin temu, kiedy mówił do niego o przyszłości. On też marzył. I znalazł miejsce dla Harry’ego w swoich marzeniach.

Harry nagle poczuł, że cały smutek i ból opuściły go. Snape wmarzył go do swojego życia! Czy naprawdę miał na myśli, że…? Harry ledwo mógł w to uwierzyć.

Nie. Snape z pewnością nie chciał dzielić swojego życia z nim. W żaden sposób. Tak, był dla niego bardzo dobry, nawet miły, ale tylko dlatego, że byli tutaj, razem w tym piekle, umierali. Jeżeli byłaby możliwość ucieczki, nie zabrałby go do siebie do domu… Zostaliby w dobrych stosunkach, to było więcej niż pewne, ale Snape nigdy by nie chciał Harry’ego jako części swojego życia.

Ale powiedział, że nie pozwoliłby zamieszkać Harry’emu w kufrze. Rzeczywiście, powiedział, że dałby mu pokój albo nawet całe piętro w jego domu, jeżeli udałoby im się uciec…

Czy to rzeczywiście znaczyło, że…?

Musiał zapytać Snape’a o to. Musiał wiedzieć. Nie miało znaczenia, że mieli tu umrzeć i nigdy się nie wydostać z Koszmarnego Dworu. Nie. To nie było pytanie o przyszłe możliwości. To było pytanie o akceptację lub odrzucenie.

Nic innego się nie liczyło.

–––––
– Musimy coś zrobić.

Głos Dumbledore’a brzmiał poważniej niż kiedykolwiek. Ludzie siedzący dookoła stołu przytaknęli.

– Czy nie jest za późno, Albusie? – zapytał cicho czyjś zmęczony glos. – To już więcej niż osiem dni…

– Nie, Mundungusie, jestem pewien, że nie jest jeszcze za późno – odpowiedział dyrektor. – Całkiem przeciwnie, myślę, że mamy jeszcze czas. Nie nieograniczony czas, ale być może wystarczająco dużo, by działać. Jest jeszcze nadzieja. Jeżeli Harry nie umarł, to znaczy to, że Voldemort trzyma go i torturuje, by go złamać, zanim go zabije.

– Więc mówisz, że mamy czas, dopóki Harry wytrzyma – powiedział Mundugus Fletcher gorzko. – Myślę, że to nie jest „wystarczająco dużo” czasu by go znaleźć. Może zginąć w każdym momencie.

– Ale musimy przynajmniej spróbować go odnaleźć, dać mu szansę – głos Blacka był pełen emocji.

– Zgadzam się z Syriuszem – dodał Lupin.

– Ja też – Figg dołączyła do Lupina. – Chociaż nasze poszukiwania wydają się odrobinę…

– …beznadziejne – dokończył Fletcher i podniósł rękę na znak, aby nikt mu nie przerywał. – Myślę, że nie mamy od czego zacząć poszukiwań. Nie możemy po prostu węszyć po całej Brytanii, pytać wszystkich: „Przepraszam, nie widziałeś gdzieś w pobliżu Harry’ego Pottera, takiego chłopaka z blizną na czole?” albo „Przepraszam, czy może mi pan powiedzieć gdzie jest ten przeklęty Koszmarny Dwór?”

– Nie, Mundungus. Z pewnością nie będziemy zadawać twoich pytań. Będziemy szukać na wiele sposobów jednocześnie. Arturze… – skinął w kierunku zmęczonego pana Weasleya, który uniósł wzrok.

– Tak, Albusie?

– Chcę cię prosić, abyś zrobił pewne hmm… poszukiwania w ministerstwie, jeśli możesz…

– O czym dokładnie myślisz, Albusie? – zapytał pan Weasley ostrożnie.

– Raporty z przesłuchań i rozpraw Śmierciożerców. Jestem całkiem pewny, że będzie w nich wzmianka o Koszmarnym Dworze. Powinieneś zebrać jak najwięcej się da i przysłać je do mnie.

– Albusie… to o co prosisz jest… – Pan Weasley potrząsnął głową. – Nie chcę użyć słowa „niemożliwe”, ale twoje oczekiwania względem mnie są PRAWIE niemożliwe. Większość raportów jest tajna i nie wolno mi ich oglądać. Co do nie tajnych raportów… one są w innym departamencie ministerstwa i byłoby bardzo podejrzane, gdybym poszedł tam je czytać… A nawet gdybym w jakiś sposób przeczytał te dokumenty… ich wyniesienie…

– Tak, wiem, Arturze. Ale musimy spróbować wszystkiego.

– Tak, wiem – westchnął pan Weasley, wyglądając na bardziej zmęczonego niż kiedykolwiek. – Ja tylko… zastanawiam się, czy mogę poprosić Percy’ego o pomoc. Wiesz, on pracuje w ministerstwie. Jest bardziej cierpliwy i dokładny niż ja. Jego pomoc byłaby bezcenna.

– Myślę, że to dobry pomysł, Arturze. On zrobiłby wszystko, by odnaleźć Harry’ego.

– A pozostali? Co mamy robić? – zapytał Fletcher niecierpliwie.

– Cierpliwości, Mundungusie, proszę. – Wzrok dyrektora był poważny i autorytatywny. – Remusie, Syriuszu… – Odwrócił się do dwóch przyjaciół. – Chciałbym abyście wybrali się na małą wyprawę do Szkocji. – Rozwinął kawałek papieru. Była to mapa Wielkiej Brytanii. – Ten kawałek… i ten, i jeżeli zdążycie, to ten też. – Wskazał pewne obszary mapy. – Remusie, myślę, że możesz wykorzystać swoje kontakty… musicie być dokładni. To są obszary, których nie mogliśmy dokładnie sprawdzić w ciągu ostatnich lat.

– „My”? Co masz na myśli, Albusie? – zapytał Fletcher.

– On i ten typ… Snape – odrzekł Black z obrzydzeniem.

– Syriuszu! – Dumbledore nagle zirytował się. – Nie masz prawa o nim tak mówić!

Black skinął niechętnie głową, ale nie odpowiedział.

– Snape? – w głosie Fletchera słychać było niedowierzanie. – Och nie, Albusie…

– Stop! To nie jest czas na dyskusje o osobach, którymi gardzisz – przerwał Dumbledore bardzo stanowczo. Potem zwrócił się do Blacka. – Więc? Zgadzacie się iść?

– Oczywiście, Albusie – odpowiedział szybko Lupin. – Zaczniemy od razu po spotkaniu.

– Dobrze. – Odwrócił się z powrotem do Fletchera. – Dla ciebie mam raczej trudne zadanie, Mundungusie.

– Bardzo dobrze, dawaj! – Oczy Fletchera błysnęły żartobliwie. – Spodziewam się, że jest wystarczająco trudne, żeby było warte zachodu!

– Będziesz współpracował z Arabellą.

Fletcher skinął głową. Pracowali już kilkakrotnie razem podczas ostatniej wojny.

– Spróbujecie złapać Śmierciożercę i podążycie za nim na spotkanie. Jeśli się poszczęści – do Koszmarnego Dworu.

– Cooo? Albus, czy ty jesteś zdrów na umyśle? – Młodszy czarodziej patrzył na niego w całkowitym niedowierzaniu. – Wolałbym pójść do Ministerstwa, aby odczyścić zakurzone nudne papiery i odczytać je!

– Boisz się? – zapytał Dumbledore niewinnie.

– Albusie! Jak śmiesz…? – nie dokończył. – Nie! Oczywiście, że nie! Ale… Jak znajdziemy Śmierciożercę? Jak mamy podążać za nim, będąc niezauważonymi, może przez kilka dni? Jak mamy się aportować z nim? Wprost przed Voldemorta! Jak moglibyśmy to przeżyć? I wrócić, by opowiedzieć tobie…?

– Tak, wiem, że to jest bardzo ryzykowne zadanie i właśnie to jest powodem, że chcę abyście to wy zrobili, zamiast Remusa i Syriusza. Jesteście starsi niż oni, macie więcej doświadczenia, jesteście dobrze wyszkolonymi Aurorami – nie jak Aurorzy z ministerstwa – i oboje jesteście wspaniałymi strategami. Będziecie potrzebować tych cech podczas poszukiwań. Nie spodziewam się, że będziecie ryzykować życie, czy też próbować zabić Voldemorta. Wszystko, czego chcę to znalezienie tego przeklętego Dworu.

– Ale… jeżeli uda nam się w jakiś sposób go znaleźć – zapytał cicho Lupin. – Kto wyciągnie stamtąd Harry’ego?

– Ja, oczywiście, kto inny? Wydostanę stamtąd OBU.


Skomentuj
< < Poprzedni     |    > Strona główna <    |    Następny > >